Perfumy Rasasi Manal – jakie one są?

Posted By On 23 Kwi 2018

Perfumy Rasasi Manal – jakie one są?

Na to pytanie spróbuje odpowiedzieć zaprzyjaźniona blogerka Arsenic, opis perfum Rasasi znajdziecie poniżej.

RASASI MANAL

 

Rasasi Manal

 

Z zapachem Manal od Rasasi mam niezły problem, chcąc go opisać. Pomijam już to, że wybierając perfumy w ciemno jeszcze długo po ich otrzymaniu brzmią we mnie emocje, takie chóralne, wysokie C, barwiące mój odbiór zapachu, dodające mu atrakcyjności. Po jakimś czasie – gdy te emocje już nieco opadną – zaczynam dostrzegać, iż dany zapach w istocie jest zupełnie zwyczajną, dajmy na to, wanilią. Albo mało odkrywczym jaśminem, podczas gdy ja, cała w euforii, dostrzegałam tam cuda-niewidy. Dlatego warto dać zapachowi – czy też sobie samemu – czas, dużo czasu. W moim przypadku często oznacza to długie tygodnie oswajania. Ale to pomijam, bo ten konkretny zapach jest niezwykle zmienny, tak po prostu, sam z siebie.

Rzecz jasna, wybrałam go w ciemno, po opisach, które obiecywały szafran, nuty drzewne, bergamotkę…
Swoim zwyczajem, zupełnie pominęłam wzrokiem jaśmin, słodki wiciokrzew oraz różę, powtórzoną w spisie nut na Fragrze aż dwukrotnie. Ja się chyba już nie zmienię. Dostałam, oczywiście, dość słodkie perfumy z lekko, cichuteńko pobrzmiewającymi w tle ciepłymi nutami drzewnymi, w których pierwsze skrzypce od początku do samego końca gra róża.
Lubię różę podaną w orientalny sposób, więc absolutnie nie mogę powiedzieć, iż perfumy te są jakimś wielkim rozczarowaniem… takim tylko minimalnym, bo jednak marzyłam o szafranie, drewnie i ocieplającym wszystko, złotym bursztynie. Jest słodko, ale i trochę charakternie, więc nie marudzę. Czasem sobie człowiek zapoda różyczkę.

I z takim nastawieniem, dnia następnego, sobie więc tę różyczkę zapodaję dołokciowo, dopępkowo i po czubek kokardki, i co czuję? Roztopiony plastik. Nie, to nie był upalny dzień, perfum nie pocierałam, nie jadłam też nic podejrzanego, hormony we względnej normie, nastroje te same, nie rozumiem. Prawdopodobnie chodzi o ilość. Kiedyś miałam podobną sytuację z Twin Flower od Al Haramain – ale ten, zapodany w nadmiarze, stawał się nieprzyjaźnie zimny, owszem, lecz wciąż ciekawy i noszalny. W przypadku nadmiaru Manal kontrowersje są większe – woń rozgrzanego, roztopionego na ultrasłodko plastiku to, nazwijmy to, ciekawy wybór dla osoby konsekwentnie, od lat, unikającej perfum drogeryjnych właśnie z powodu ich podobieństwa (w większości przypadków) do zapachu roztopionego na ultrasłodko plastiku.

Cóż, trzeba po prostu uważać z ilością w trakcie aplikacji – jak zresztą ze wszystkimi perfumami. W przypadku tych w postaci olejku jednak warto zawsze trzymać się zasady: kropla na nadgarstki i reszta z aplikatora na kark. Uwierzcie, że to już czuć bardzo i większe ilości mogą po prostu przeszkadzać innym.
Tak jak w przypadku wszystkich innych moich perfum w olejku, również i te są nieziemsko trwałe.
Kąpiel, prysznic, siłownia, basen, ponowny prysznic…? To nic, nadgarstki nadal pachną różosandałem 🙂
Są też tak samo wydajne i intensywne, więc taki flakon to zaspokojenie zapotrzebowania na różę na jakieś… kilka lat normalnego użytkowania.

Flakon ma ciekawy kształt, który – co bardziej robaczywym umysłom – w połączeniu z sugestią zawartą w nazwie perfum, może przywodzić na myśl nieprzyzwoite skojarzenia. Ale zostawmy to. Szkło jest matowe, szczegóły dopracowane a sam zapach bardzo dobrej jakości – jak to w Rasasi. Flakon stoi na plastikowej podstawce, z której można go wyjąć, a całość jest zamykana plastikową osłonką, dzięki której nic się nie kurzy i może ozdabiać toaletkę latami. Podoba mi się to, choć moja wewnętrzna hrabina pewnie wolałaby, aby osłonka była wykonana ze szkła. Ba! Z kryształu! 😛 Ale w tej cenie? Absolutnie nie narzekam. Flakon o pojemności aż 20 ml kosztuje 78 zł (KLIK!) i nie ma się co zastanawiać, jeśli lubicie różę orientalną, dość słodką.

Zaskoczyła mnie czyjaś opinia, opublikowana na stronie tych perfum w Yasmeen, że zapach jest „męski”. Sama raczej nie podążam za takimi podziałami, ale rozumiem skąd one mogą wynikać – jednak w tym przypadku, no, nie rozumiem. Zapach jest słodki, różano-drzewno-orientalny, ale dość miękki i ciepły. Nie wyczuwam w nim – niestety – nic z zarzucanej mu tam ostrości. Prawdopodobnie chodzi o to, że – jak wszystkie arabskie perfumy w olejku – są bardzo zdecydowane, skoncentrowane i intensywne, ale wszystko jest kwestią aplikacji. Tak czy owak – choć wiem, że na pewno ten zapach spodobałby się niejednemu panu, ja go widzę raczej na kobietach. To moja osobista opinia, nie bezdyskusyjny fakt. Zwyczajnie nie znoszę słodkiej róży na mężczyznach.

Yasmeen nie do końca zgadza się z porównaniem do roztopionego plastiku 🙂
Ten zapach jest cały czas sandałowo-orientalny i w zależności od czasu ekspozycji i typu skóry pojawiają się dodatkowe nuty, który definiują charakter tych perfum. Oczywiście za pierwszym razem polecamy zakup próbki, lub jeśli zrobicie zakupy powyżej 59 zł, napiszcie, że chcecie sprawdzić jak pachnie to dodamy próbkę do Waszych zakupów gratis.

 

 


Categorys: Nowości

Tags: 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz udowodnij że jesteś człowiekiem ;) *

Kategorie Bloga

U nas na Facebook’u

No recent Facebook posts to show

Sklepy
ONLINE